Rozdział 28 – Welcome in your new world

Z każdą minutą bicie mojego serca powoli uspokajało się. Czemu to tak bardzo mnie zdziwiło? Przecież zgadzając się na współpracę z Luną naturalną koleją rzeczy było, że prędzej czy później musiałabym zmierzyć się z Tytanami. Nigdy nie sądziłam, że spotykając prawdziwych przyjaciół staną się oni podmiotem szantażu, może dlatego w przeszłości ciężko było mi znaleźć osoby, na których znacznie mi zależało. Może automatycznie bałam się, że może się stać co właśnie teraz się wydarzyło. Pokręciłam energicznie głową chcąc wyrzucić z siebie wszystkie te myśli, tym bardziej, że z kolejnym krokiem czułam coraz bardziej chłodne powietrze. A to oznaczało, że zbliżyłam się do tego miejsca znacznie szybciej niż zakładałam.

-Dobrze, że przynajmniej starasz zjawić się na czas. – z nieba poczęły spadać płatki śniegu, kiedy tylko z ciemności wyłoniła się sylwetka mojej nowej „szefowej”. – Reszta już czeka.

-Reszta? – rzuciłam pytaniem nie mając pojęcia co miała na myśli. Kiedy zgodziłam się z nią współpracować była mowa o solowej misji. Czyżby coś uległo zmianie? – Nie wierzysz, ze mogę dać sobie radę sama? – zakpiłam.

-Nie kwestionuję twojej potęgi, ale doszłam do wniosku, że przeciwko Młodym Tytanom przyda się trochę więcej rąk do pomocy niż tylko twój nieszczęsny księżycowy płomień, pięści i niewyparzona gęba. – Luna nie posiadała tylko chłodnej duszy, ale także uśmiech, który potrafił nawet najodważniejszego zamienić w chwilowy posąg. – Za mną.. – wydała rozkaz i znikła w miejscu, z którego wyszła. Nie pozostało mi nic innego jak iść za nią. Będę to robić do czasu aż nie znajdę innego rozwiązania albo bynajmniej Tytani nie zdołają rozwikłać całego planu. Myślę, że zostawienie im księgi i kilku innych poszlak było niewystarczające. Tym bardziej, że jest tam Robin, który nie jest w stanie mi teraz zbytnio zaufać. To będzie ciężka droga… Głęboko wzdychając i powtarzając ruchy Luny znalazłam się w środku opustoszałego magazynu. Uniosłam jedną brew do góry i już miałam skomentować, ze nie zmierzam pracować w takich warunkach kiedy ona zwykłem pstryknięciem palców zmieniła scenerię na bazę przypominającą kokpit w wierzy Tytanów.

-Iluzja – uśmiechnęła się. – Każdy kto tu wejdzie zobaczy tylko stary magazyn, a żeby ujrzeć prawdziwy wygląd tego pomieszczenia i osoby znajdujące się tutaj musi złamać zaklęcie. Znając możliwości Raven nie mogłam zlekceważyć możliwości jak najlepszego ukrycia naszego położenia. Tym bardziej, że przez tak długi czas nas śledziła.

-Co? – i wtedy sama przekonałam się o potędze tego miejsca. Luna zakryła mi ręką dłoń i odprowadziła trochę w bok. A dokładnie 5 sekund później w pomieszczeniu znalazła się Raven. Dziewczyna dokładnie zbadała miejsce, przyjrzała się każdemu kątowi, aż zaklęła pod nosem.

-Cholera chyba ją zgubiłam – powiedziała do komunikatora. – Wygląda na to, że odkryła fakt, że ją śledzę i wykombinowała jakiś trik. Tak rozumiem, już wracam. – coś jakby złapało mnie za krtań uniemożliwiając wzięcia długiego oddechu. Oni naprawdę nic nie okryli.. Mają mnie za zdrajcę. Cholernego zdrajcę!

-Widzisz? – jej chłodny głos pomógł mi oprzytomnieć. – Och Ejmix… Naprawdę myślałaś, że będą w stanie dostrzec twoje wskazówki? Już wysłałam jedną osobę, która je skutecznie zamaskowała.

-Ty… – zacisnęłam zęby i wymierzyłam w nią prawy prosty jednak zatrzymała go lodową ścianą po czym pogroziła mi palcem.

-A a aa. – pokręciła głową. – W Jasonie i innych członkach. Wciąż w ich sercach znajdują się odłamki lodu, które w każdej chwili mogę zdetonować. Jesteś pewna, że chcesz teraz ze mną walczyć? – uspokoiłam się. Nienawidziłam przegrywać, ale jeszcze bardziej nienawidziłam kiedy ktoś wolał zranić moich przyjaciół niż mnie.

-Kiedy tylko znajdę sposób jak im pomóc obiecuję, że spalę cię żywcem nie pozostawiając nawet odrobinki twojej chłodnej egzystencji na tej ziemi.

-Będę na to czekała – zaśmiała się i oddalając się trochę rzuciła. – Naprawdę chcę zobaczyć ten show, ale to nie teraz. – odwróciła się, a w jej oczach pojawiły się iskierki pełne energii. – Teraz jest czas żebyś poznała twoją nową drużynę, która pomoże mi odzyskać resztę odłamków księżycowej energii. A jak się dobrze spiszesz na pierwszej misji to zapoznam się z moim wspólnikiem.

-Wspólnikiem? – czemu tak bardzo zdziwił mnie fakt, że ona może z kimś współpracować? Kto by chciał być w bagnie tak samo jak ona…

-Wszystko w swoim czasie. – dorzuciła i spojrzała w bok. – Dziewczyny chyba najwyższa pora by poznać swojego kapitana. – zwróciła moją uwagę na korytarz po jej prawej stronie z której kolejno pokazywały się dziewczyny. – Christiana. – wskazała na długowłosą blondynkę trzymającą w dłoni powalającej wielkości łuk. – Będzie wspierać was z odległości. – Christiana nie odpowiedziała słowem, przytaknęła tylko głową i stanęła obok Luny. Nie wyglądała na kogoś kto normalnie funkcjonuje, jej ruchy były nieco ociążałe. Mam wrażenie, że on także nie trafiła tutaj dobrowolnie. – Dyria. – przedstawiła kolejną pojawiającą się posturę. Tym razem niską czarno włosą dziewczynę z maską białego lisa zakrywającą pół twarzy. – Pochodzi z księżyca i jest moją wierną podróżniczką. – coś w mimice twarzy Dyri zmieniło się kiedy Luna nazwała ją „jej podróżniczką” Chyba takie określenie nie bardzo przypadło jej do gustu. – Przez wiele lat uczyła się kunsztu medycyny więc można na niej polegać. No i w końcu czas na najsilniejszego zaraz po tobie członka. – zdziwiłam się, ale to tylko bardziej spotęgowało moją ciekawość. – Kori… – zza kawałka ściany wyszła wysoka dziewczyna z płomiennymi długimi włosami i zielonymi oczami. Coś we mnie pękło od środka, a wydarzenia z ostatniej walki jakby na nowo zatoczyły się przed moimi oczami. Przecież Gwiazdka oddała życie za dobro tego miasta, jak nie całego świata. Więc to nie możliwe, żeby tutaj teraz stała cała i zdrowa bez najmniejszego zadrapania. Ale była zbyt podoba, nawet jej energia była może nie taka sama, ale na pewno podobna do tej Gwiazdki.

-Witam.. – szepnęła całkowicie obojętnie na mój widok. Myliłam się? Chociaż ona bacznie mi się przyglądała na jej twarzy nie wyczytałam żadnego momentu zawahania czy też szczęścia. Miałam już zrezygnować z myśli, że to ona kiedy z jej oczy jakby zabłyszczały. Błyszczały tak jak zawsze kiedy Gwiazdka płakała, ale teraz nie było łez. Pozostał tylko ten blask.
Automatycznie spojrzałam na Lunę, która uśmiechała się satysfakcjonująco na Kori, jakby zdobyła właśnie najlepsze z możliwych trofeów. Więc teraz jestem w stu procentach pewna, że za tym wszystkich stoi Luna, a osoba która stoi przede mną to Gwiazdka. Bez wątpienia…

~~~~~~~~

Tak jak obiecałam historii ciąg dalszy :D

Rozdział troszkę krótki, ale nic nie mogę poradzić, że akurat zatrzymałam się w takim momencie.
Nie licząc tego rozdziały przewiduję, może jeszcze 3 rozdziały do końca. Głównie z powodu, że gdy piszę na prawdę historia prze do przodu jak szalona, a nigdy nie byłam dobra w rozpisywaniu wszystkiego XD.
Mogę tylko zdradzić, że końca na pewno nikt się nie będzie spodziewał  :twisted:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>